kiss-of-night

Nie pytaj "dlaczego?" Bo mogę

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Podświadomie zadaję sobie pytania
Cały mój świat legł w gruzach kłamstwa
Nie potrafię pokazać, jak bardzo mnie
Ranisz - Nie widzisz tego?

Te uczucia...
Rozpadły się jak lód
W bezbarwnym tonie głosu.

Te słowa, kierowane do Ciebie
Ciebie, który dałeś mi wszystko
Czy mógłbyś uwierzyć mi ostatni raz?
Chcę przywrócić niezapisane dni.

Osobista nienawiść,
Oszukany sentyment,
Zatopione w szkle.

Podświadomie gubię się we własnych słowach
Oderwanie od moich myśli
Czy możesz je zauważyć,
Będąc rozdartym między bytem a zatraceniem?

Gorzkie milczenie,
Kolejna ucieczka,
Słowa tężeją jak lód.

Te słowa, kierowane do Ciebie
Ciebie, który dałeś mi wszystko.
Czy mogę nazwać Twoje czyny "cudzołóstwem"?
Milczenie - dławiące kłamstwo.

Niebezpieczny stan
Granice ludzkiej psychiki
Jak doprowadziłeś mnie do tego?

I jeśli powiesz "przepraszam" lub " do widzenia"
Spytam się "Co to zmieni?"
Puste słowa nie zmienią tego, co się wydarzyło.
Nigdy nie zapomnę.

Niestabilny umysł,
Zmienne ciało
Wyrządzają szkody.

Mój umysł się zamyka
Odejdź, nim Cię zabiję
Obłęd, który spowodowałeś,
Wydał już wyrok
Tagi: Wiersz
21.05.2013 o godz. 23:25

Chyba to tylko złudzenie,
Lecz wpatrując się
W zimne krople deszczu
Czuję ich smutek.

Tylko one pozwalają oderwać mi się od moich uczuć.
Chcę wiedzieć o Tobie wszystko
Chcę kochać w Tobie wszystko.

Gdy nasze dłonie się splatają
Czuję lekkie drżenie.
Zastanawiam się
Dlaczego się wahasz.

Powietrze przywiewa słodki, choć obcy zapach.
Zalewa mnie spokojna zazdrość.
Potrafię ją opanować.


16.05.2013 o godz. 00:19

Nie pytajcie co mnie naszło na ten wpis oO

*

- Błagam, skarbie... - Szeptałem, czując jak kolejne łzy spływają po moich policzkach.

Aoi nie poruszył się. Leżał na białej pościeli w szpitalnej sali. W okół niego poustawiana była różnego rodzaju aparatura medyczna, w ustach miał rurki, a w ręce powbijane wenflony. Jedne z glukozą, inne z innymi cudami, których nazw nigdy nie potrafiłbym wypowiedzieć. Szesnaście godzin. Szesnaście. Jego dłoń, której nie wypuszczałem przez te szesnaście godzin, z każdą sekundą stawała się chłodniejsza.

Wiadomość, że jest w szpitalu, spadła na mnie niczym grom z jasnego nieba. W niecałe 15 minut byłem w szpitalu. Pokłóciłem się z kilkoma lekarzami i pielęgniarkami, ale w końcu wpadałem na salę. Ten widok mnie załamał.

Wpadł Kai z Miyavim. Myv próbował mnie pocieszyć, ale na nic się to zdało. Wpadli jeszcze kilka godzin później. Miyavi przyniósł mi obiad, ale nie byłem w stanie puścić dłoni mojego chłopaka, a tym bardziej przełknąć cokolwiek.

Nagle usłyszałem, że ktoś wchodzi. Uruha i Reita. Weszli, zapytali o coś, ale nic nie rozumiałem. Rozmawiali szeptem, jakby to mogło mi albo Aoiowi w czymś przeszkadzać. Kilka razy zakręciła się koło nas pielęgniarka, upewniła się, czy wszystko działa; ona też coś mówiła, ale nie byłem w stanie odbierać jakichkolwiek bodźców zewnętrznych. Wciąż się obwiniałem, że dołożyłem się do prezentu dla Aoia. Gdyby nie ten przeklęty motor, on nigdy by tu nie leżał. Ścisnąłem mocniej jego dłoń i oparłem delikatnie policzkiem o jego ramię.

- Ruki, chodź już. - Usłyszałem cichy szept. Spojrzałem załzawionymi oczami na postać obok mnie. Takeru przyglądał mi się ze smutkiem.
- N-nie mogę. - Załkałem. - Nie chcę.
- Musisz iść. Odpocząć, zjeść coś. - Szepnął.
- Nie. Wy idźcie, ja muszę zostać. - Powiedziałem łamiącym się głosem.
- Ehhh... Jak coś, to za ścianą w poczekalni zawsze ktoś z nas jest. - Oznajmił cichutko Takeru. - Jakbyś czegoś potrzebował, tylko się wychyl i powiedz...

Po czym wyszedł.
Wpatrywałem się w to dziwne urządzenie, które pokazuje bicie serca. Wydawało przy tym dość upierdliwe dźwięki. Wiedziałem, że nie mogę mu pomóc. Moja bezsilność działała mi na nerwy. Chciałem zrobić cokolwiek. Ale nie było rady. Nie miałem już siły. Moja dłoń zsunęła się na pościel.

Tit, tit, tit... Tiiii...

Spojrzałem na monitor. Wielka, zielona linia.

- POMOCY! - Krzyknąłem, zrywając się na równe nogi. Wypadłem na korytarz po czym wrzasnąłem - RATUNKU!

Cisza, po chwili rumor.
Lekarze przepychali się jeden przez drugiego, dziesięć pielęgniarek... Wszyscy podbiegli do łóżka. Omal mnie nie stratowali. Ja również w ułamku sekundy znalazłem się przy łóżku.

- AOI, AOI! - Piszczałem. - Powiedz coś, AOI!

Jedna z pielęgniarek próbowała mnie odciągnąć, jednak zbyt mocno się szarpałem.

- Aoi! - Zaskamlałem, wciąż wierzgając się, by uciec od dłoni kobiety. Siłą udało się dwóm pielęgniarkom wyprowadzić mnie. Dwóch lekarzy w towarzystwie pielęgniarek wypadli z sali, pchając łóżko z moim chłopakiem.

- AOI! Proszę, pozwólcie mi...! - pisnąłem, ale ktoś inny złapał mnie za rękę.
- Ruki, nie! - Usłyszałem natarczywy szept.
- Nie, Rei, ja muszę..! - Jęknąłem, próbując wyszarpnąć się z jego uścisku. Przycisnął mnie całym swoim ciężarem do ściany. Nie zdało to rezultatu, bo pomimo że była późna noc, a ja nie spałem ponad 30 godzin, dostałem nagłego kopa energii, że byłbym w stanie go zmieść. Szarpnąłem się porządnie i Reita zdążył tylko wysapać "pomóżcie ktoś..". Kai i Uruha doskoczyli do mnie i wspólnymi siłami udało im się opanować moją nieposkromioną siłę. Wszyscy czterej dyszeliśmy ciężko. W końcu poddałem się, oni mnie puścili, a ja osunąłem się po ścianie.

- Ruki, jeśli się uspokoisz, pójdziemy do niego. - Szepnął Miyavi, siadając pod ścianą obok mnie i obejmując mnie ramieniem. - Proszę cię, uspokój się troszkę i zaprowadzę cię.
- Do... Dobrze. - Załkałem.

*

Usiadłem w pierwszym rzędzie jako "najbliższa rodzina i przyjaciele". Nie było tu ani jego matki, ani ojca, ani nawet jakiejś ciotki, czy kogoś. Byliśmy tylko my - The Gazette. Choć nie było już "The Gazette". Byli tylko: Yutaka Tanabe, Koyou Takashima, Akira Suzuki i ja - Matsumoto Takanori. Siedział tu też Miyavi i cała kapela SuG. Za nami siedzieli inni przyjaciele - Dir En Grey, Alice Nine, An Cafe...

Deszcz zabębnił w okna kaplicy.
Wszyscy żegnali się z NIM. Ja nie byłem w stanie podejść do otwartego wieka. Po prostu siedziałem, słysząc kolejne kondolencje. Bardziej wytrawne od Bou z An Cafe, rzewne od Hyuny i kilku innych dziewcząt, niezwykle starannie dobrane w słowach od Miyaviego i Kaia, proste, acz szczere od Reity. Patrzyłem, jak kolejne osoby, płacząc, całują i przytulają się do NIEGO, który był całkowicie tego nieświadomy.

Już nie płakałem. Byłem. Istniałem. Ale tylko tyle. Moja dusza zasnęła przy JEGO duszy. Mój umysł wciąż przepełniały wspomnienia o NIM. Moje serce pozostało przy nim.

Nie pozostało mi nic. Zupełnie nic. Stałem się niczym pusta muszla, opuszczony dom. Stałem się człowiekiem, który stracił cały sens życia. Wszystkie plany i cele były w nim. Cała przyszłość. Stałem się obojętny na wszystko, bo sam nie miałem co ofiarować, ani też co wziąć.

*

Gdy nieśli lśniącą czerń na swoich ramionach, nic nie czułem. Gdy odmawialiśmy ostatnią modlitwę, powtarzałam wszystko beznamiętnie. Gdy uświadomiłem sobie, że w tej wielkiej skrzyni on tam jest, a ja nigdy już go nie ujrzę, nie poczułem bólu. Gdy owa skrzynia spływała w dół, patrzyłem na nią spokojnie.

Była już na dnie, kiedy obróciłem w dłoniach czerwoną różę. Nie było na niej żadnych ozdób. To była ta sama róża, którą kupiliśmy tego dnia, w którym wprowadziliśmy się do mieszkania. Wypuściła tylko dwa kwiaty. Ten dłuższy, okazalszy ściąłem i teraz trzymałem go w dłoni. To drobny gest, ale ta róża wiele dla nas znaczyła.

Spojrzałem na jego wieczne łoże, z którego już nie wstanie. Klęknąłem nad przepaścią, w której czarne wieko połyskiwało do mnie. Wrzuciłem w przepaść różę. Gorąca łza spłynęła po moim policzku. Kwiat spoczął na trumnie, gubiąc szkarłatne płatki na czarnym marmurze.

*

Ciemno. Zimno. Mokro. Boli. Piecze.

"Ogarnia mnie spokój. Ukochany, niedługo znów się spotkamy." - piszę w pamiętniku, znacząc czerwienią strony.

Wciągam biały proszek nosem. Zostało jeszcze trochę, ale już więcej nie mogę.

Przez chwilę wpatruję się w czerwieniejące nadgarstki. Zdmuchuję resztę "kredy", gaszę świecę i kładę się na białej pościeli.

Wciąż ciemno, zimno i boli. Po chwili znów czuję wilgoć. Przed oczami mam wciąż czerwień na moich rękach - tak podobną do czerwieni róż. Boli. Bardzo boli. Coraz ciemniej. Świadomość niknie...

*

Biel. Jasno. Niebo. On gdzieś tu jest.

Otwieram oczy.

Czyjś szybki oddech, tupot wielu stóp, jakby kilka osób się gdzieś spieszyło. Zimno. Bardzo zimno. Biało. Światło niemal oślepia. Przysłaniam twarz dłonią. Ktoś ją odciąga od mojej buzi, ktoś inny klepie po drugiej dłoni, jeszcze ktoś uspokaja głosem.

Coś naciska na moją twarz. Jest dziwne, dość twarde.
Maseczka tlenowa.

Siadam raptownie, zdzierając maseczkę z twarzy. Zachłystuję się powietrzem. Zdążyłem się zorientować, że jadę na łóżku. Jestem w szpitalu, ktoś pcha łóżko na kółkach. Ktoś popycha mnie tak, żebym leżał. Coś szarpie w okolicy łokcia.

Wenflon.

W prawym, i lewym zgięciu łokcia. Boli.
Torebki z czerwienią...

Róże, róże, róże...

*

Siedzę w białym pokoju. Tu jest pusto.

- Boli. Wszystko boli. - Szepczę. - Nie mogę się ruszyć. Nawet nie chcę, bo za bardzo boli. Boli głowa, bolą ręce, boli wszystko.

Milczę przez chwilę.

- Nikogo tu nie ma. Ale rozmawiam z tobą. cieszę się, że jesteś jednak przy mnie. Zamknęli mnie tu, bo wciąż wierzę, że tu jesteś. - Szepczę. - Nie, nie w takim sensie, jakim oni myślą. Wiem, że... Że nie ma cię tu fizycznie. Nie możesz być. Miałeś wypadek. Nie dałeś rady. - Głos mi się łamie, jednak rozmawiam z tobą wytrwale. - Ale... Wiem, że nie chcesz, żebym dołączył do ciebie. Jeszcze nie. Wiem, że troszczysz się stamtąd o mnie. I nadal mnie kochasz.

Biorę głęboki wdech.

- Też cię kocham, mimo że dzieli nas nieskończoność. Wiem, że głupio zrobiłem. - Przyznaję. - Ale ty mnie uratowałeś. Nie wierzę, że Uruha przypadkowo znalazł klucze od naszego mieszkania u siebie. Ty mu pomogłeś. Chciałeś, bym żył i był szczęśliwy.

Dla ciebie.
14.05.2013 o godz. 19:10
Powoli otworzyłem oczy. Z wolna do pokoju wdzierał się blask jutrzenki. Zamrugałem i ponownie oparłem policzek na nagiej piersi Aoia. Zaciągnąłem się jego zapachem. Była to mieszanka najwspanialszych woni, jakie kiedykolwiek czułem: jego ciała, drogich perfum Bruno&Banani, szampana i lekkej nutki mojego Hugo Bossa. Klatka piersiowa chłopaka unosiła się rytmicznie, woń była upajająca...

*

Poczułem coś na policzku. Uniosłem dłoń, nie otwierając oczu, by owe coś zdjąć, jednak było nadspodziewanie ciepłe no i stanowczo zbyt delikatne. Zmusiło mnie to do otworzenia oczu.

- Cześć! - Aoi uśmiechał się szeroko, trzymając coś w rękach.
- Mmmm.. Hej...- Mruknąłem, przeciągając się.
- Głodny? - Spytał, wciąż uśmiechając się rozbrajająco.
- Hmm... W sumie to tak... - Odpowiedziałem, przetarłszy oczy. - Co ci się stało z twarzą?!

Aoi pomacał się po mordce, po czym odpowiedział:

- Nic, a co? - Zdziwił się.
- Pokaż się. - Przywołałem go gestem dłoni do siebie.
- Mamo, ja nie chcę..! - Jęknął, ale pochylił się.

Wyciągnąłem dłoń przed siebie i kciukiem starłem coś z jego policzka. Oblizałem palec i stwierdziłem

- Czekolada. - Przyjrzałem mu się uważnie i przejechałem palcem po jego nosie zgarniając coś jasnego, po czym znów wziąłem palec do buzi. - Ciasto.

Aoi przyglądał mi się w milczeniu, a mina mu nieco zrzedła.

- Co czekolada i ciasto robią na twojej twarzy? - Zdziwiłem się.
- Naleśniki..? - Odparł z miną niewiniątka Aoi, wsuwając coś na moje nogi.

Tacka. Z naleśnikami polanymi czekoladą. Przyglądałem się z uwagą daniu pełne dziesięć sekund.

- Nie lubisz? - Zasmucił się Aoi.
- Lubię, lubię! - Odpowiedziałem natychmiast, po czym zacząłem się śmiać. - Aoi, od kiedy ty buszujesz w kuchni?
- Od... - Aoi zamyślił się i zaczął mruczeć pod nosem - Dwa w pamięci, czwartek, osiem do przodu, przecinek, środa... Od dziś!
- Hahahah, dobry rachunek! - Zaśmiałem się, po czym odłożyłem talerz z ciepłymi naleśnikami na stolik nocny, odkrywając się.
- Nawet nie spróbujesz? - Zasmucił się Aoi.
- Zaraz, kotku, dobrze? - Obiecałem.
- No dobra. - Zgodził się Aoi.

Wstałem z łóżka i ruszyłem do kuchni.

- AOI...! - Jęknąłem, patrząc na kuchnię.
- Co? - Aoi jak zwykle, niczym cień, był już u mojego boku.
- No zobacz... - Zajęczałem.
- Patrzę i nie widzę. - Aoi rozejrzał się po kuchni.
- Bałagan. - Podpowiedziałem.
- Przecież pozmywałem! - Oburzył się Aoi.
- Może i pozmywałeś... - Westchnąłem, wracając do sypialni, by zjeść śniadanie.

Usiadłem w łóżku, a Aoi położył się obok ze zmartwioną miną. Jedząc naleśniki - nawiasem mówiąc, pyszne naleśniki - przed oczami miałem widok kuchni. Nie wiem, jak on to zrobił, że czekolada była nawet na kafelkach.

- Czemu jesteś taki smutny? - Spytałem, żując kolejny kęs śniadania.
- Chciałem, żeby było romantycznie... Wiesz, śniadanie do łóżka i w ogóle... - Spojrzał na mnie, po czym odwrócił wzrok. - Ale jak zawsze mi nie wyszło.
- Oj, Aoi... - Westchnąłem, wyciągając dłoń, by dotknąć jego policzka. - Wyszło ci. Bardzo się cieszę, a naleśniki świetne.
- Ale mówiłeś że... - Zaczął.
- Wiem, co mówiłem. - Uśmiechnąłem się. - Spokojnie, posprzątam.

*

- Kocham cię. - Powiedziałem, tuląc się do chłopaka, gdy w końcu posprzątaliśmy kuchnię.
- Ja ciebie też. - Odparł, całując mnie w czoło.
- Chyba muszę się ogarnąć, co? - Spytałem, patrząc na moją piżamę.
- Możesz, ale nie musisz. - Aoi wzruszył ramionami.
- Chyba lepiej tak zrobię. - Uśmiechnąłem się.
- To ja poczytam. - Stwierdził Aoi.
- Dobry pomysł. Przynajmniej nie nabałaganisz. - Rzuciłem wesoło, wspinając się na palce, by dosięgnąć jego ust. Pochylił się i pocałował mnie lekko.

Rozstaliśmy się w przedpokoju.

- AAAAAAAAAAAAAAAA! - Wrzasnąłem. - AOI, CHODŹ TU! W DOMU JEST ZMUTOWANY SZOP!!!

Aoi wpadł do łazienki.

- Przecież w naszym kraju nie ma szopów. - Zdziwił się, rozglądając po łazience.
- Wybacz. To ja. Spojrzałem w lustro. - Udałem speszonego.
- No tak. Brawo, szopciu. - Aoi poklepał mnie po włosach. Wygiąłem usta w podkówkę, a Aoi wyszedł.



Napisać coś dalej czy zostawić tak, jak jest?
11.05.2013 o godz. 15:58
Bardzo Cię kochałam, lecz czas już się rozstać.
Po prostu oboje szaleńczo poszukiwaliśmy czegoś,
Co było zbyt oddalone od naszych wspólnych marzeń.
Wszystko, co realizowaliśmy będąc jedynie obok siebie
Tylko skrzywdziło drugą stronę.

Widzieliśmy w sobie kolejne wady,
Zamiast trzymać się za dłonie
I iść razem w nieznaną przyszłość.

Wcale nie przestaliśmy się sobą interesować.
Myślę, że straciliśmy siebie z oczu, spełniając
Tylko własne marzenia, a wspólne zostawiając na
"Później", nie dopuszczając możliwości,
Że nasz następny dzień może nie nadejść.

Przepraszam, wiem, jak wielką ignorantką się stałam,
Myśląc, że to nie będzie miało końca, a my
Zawsze będziemy się śmiać razem.

Choć czuję się zraniona i porzucona,
Wciąż wracam do chwil spędzonych z Tobą
I myślę, że jeden mały kompromis
Mógłby sprawić, że właśnie teraz
Śmialibyśmy się we wspólnym mieszkaniu.

Wciąż się gubię, myśląc o jutrze
Wiem, że nie będzie już takie samo.
Choć każdy dzień był pełen nieporozumień

Z pewnością będzie mi brakowało Ciebie.
Ale lepiej jest się pożegnać,
Niż dalej trwać w tym zagubieniu.
Kiedyś jeszcze się spotkamy
I znów będziemy razem śmiać.

Tak więc: "Do widzenia, dbaj o siebie.
Nigdy, przenigdy Cię nie zapomnę.
W przyszłości jeszcze się zobaczymy, prawda?"

Dwudziesty kwietnia - nasza rocznica.
Pamiętasz jeszcze dzień,
W którym pierwszy raz się zobaczyliśmy?
Wspominam tamte chwile - choć bardzo krótkie.
Pomimo wszystkiego byliśmy szczęśliwi.

Odwracając wzrok, szepczę
"Nie odchodź jeszcze przez moment"
Przyciskam Twoją chłodną dłoń do mojego policzka

Odwracam się do Ciebie plecami, bo jeśli
Spojrzałabym w Twoje oczy, zobaczyłbyś łzy
Na mojej twarzy.
Pozwól mi ostatnią chwilę wsłuchiwać się
W bicie Twojego serca, nim odejdziesz.

Kiedyś z pewnością nasze drogi znów się skrzyżują,
Lecz teraz musimy się pożegnać, spojrzeć w nieznaną przyszłość
I pójść własną ścieżką...

"Do widzenia, dbaj o siebie - nigdy, przenigdy Cię nie zapomnę.
Nie zmieniaj się i pozostań sobą - kimś kogo pokochałam.
W przyszłości jeszcze się zobaczymy, prawda?
Przepraszam i dziękuję, że pozwoliłeś mi przez chwilę czuć, że jestem najważniejsza
Dziękuję, że stałeś się najcenniejszym wspomnieniem"
Tagi: Wiersz
08.05.2013 o godz. 00:12
W ten deszczowy czwartek, ciężkie powietrze daje mi nadzieję.
Zza ściany czuję wszystkie Twoje emocje.
Twoja apatia to tylko ciąg błędnych odpowiedzi.

Jesteś dwunastym mężczyzną, którego pokochałam.
Słyszę, jak przez moje uczucia przemijasz.

Wiem, że z każdym dniem trudnej opanować to, co czujesz.
Związałeś ze sobą obawę i zazdrość w jeden związek.
Ta para w końcu Cię zabije.

Im bliżej pozwalasz mi poznać swoje serce
Tym dalej uciekam, trzymając dystans.

Siła tych uczuć jest zbyt wielka dla jednego człowieka.
Niepokój w samotności, czy ta dawka nie jest śmiertelna?
To prawda, że jesienny wieczór niesie melancholię.

Nie chcąc słuchać uczuć, które gnieżdżą się w Twoim sercu,
Czuję pierwszy jesienny deszcz na mojej twarzy.

Tego zimnego czwartku stałeś się ostatnim,
Choć zawsze wierzyłeś w swoje pierwszeństwo.
Ta myśl byłaby dla Ciebie nie do zniesienia.

Jeśli teraz mnie zostawisz, Twoje wypłakane uczucia
Staną się zupełnie bezsensowne.

Dlaczego pozwalasz zadawać sobie taki ból,
Coraz mocniej czepiając się uczuć, których ja nie czuję?
Zdajesz się nie rozumieć emocji, które Tobą targają.

Cóż, idę naszą ścieżką wśród szarych bloków
Moja skóra lśni od lodowatych kropel jesieni.

W ten deszczowy czwartek, ciężkie powietrze daje mi nadzieję.
Mój nowy chłopak, z grupą krwi 0+, jest niewinny i ufny.
Mam nadzieję, że nie zostaniesz moją trzynastą ofiarą.
Tagi: Wiersz
07.05.2013 o godz. 13:02

"Wiem, że po tym wszystkim, co razem przeszliśmy
Pewnego dnia wstaniesz z łóżka i jedyną myślą, bijącą się w Twojej głowie będzie "tak cholernie za nią tęsknię..."
Tagi: Cytat
07.05.2013 o godz. 12:13

"Mój ból jest dla Ciebie droższy
Niż czerwony diament dla konesera...
Więc ciesz się po limit Twojej zachłanności"
tumblr_luxq5tJ7yu1qf96w1o1_500_large.jpg
Tagi: Cytat
06.05.2013 o godz. 22:00

"Kolejne drzwi zamknęły się przede mną.
To była kolejna szansa, której nie odzyskam.
Teraz do mnie dotarło, że
Nie mam nic do stracenia, a wszystko do zyskania."

Tagi: Cytat
05.05.2013 o godz. 22:26

Dla niewtajemniczonych:

- Yaoi o związkach męsko-męskich (treści baaardzo erotyczne)
- Yuri o związkach damsko-damskich (również erotyczne treści)
- Hentai (seijin) czyli opowiadania dla dorosłych, jak powyższe

- Shouen-Ai zdecydowanie lżej o związkach męsko-męskich
- Shoujo-Ai delikatne związki damsko-damskie
Tagi: INFORMACJA
05.05.2013 o godz. 19:12

Blog dzielę na 3 kategorie:

- opowiadania "one shooty"; Yaoi, Yuri, Hentai itp.*
- wiersze
- złote myśli

*Fanficki

Wiersze i złote myśli są w 100% moje, tak jak i opowiadania.

PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ CZEGOKOLWIEK Z TEGO BLOGA BEZ MOJEJ ZGODY jako "słiiitaśne opisiki na fejsbusia", NIE PRZERABIAĆ na demoty, czy w JAKIKOLWIEK INNY SPOSÓB KOPIOWAĆ MOJEJ TWÓRCZOŚCI.
Tagi: INFORMACJA
05.05.2013 o godz. 19:03
kiss-of-night
kiss-of-night
O mnie: Wpisy oznaczone jako "dla dorosłych" zawierają treści EROTYCZNE. Jeśli masz mniej niż 18 lat to JA Ci nie bronię czytać. Uprzedzam tylko o fakcie, w trosce o Twoją psychikę xD
statystyki